Boliwijskim autobusem w tropiki - relacja z podróży - Boliwia

Salar de Uyuni w Boliwii

Boliwia to piękny i różnorodny kraj. Foto: Carlos Adampol Galindo, flickr.com


Jak podróżuje sie autobusami w Boliwii? Czy boliwijscy taksówkarze są uczciwi? Jaki standard oferują tamtejsze toalety? Tego wszystkiego dowiecie się z tej relacji.

Postanowiłam w końcu opuścić Altiplano, w tym celu udałam się wczoraj do małej miejscowości, skąd odjeżdżają autobusy do tropikalnego Rurrenabaque. Czekałam 4 godziny w dziurze zabitej dechami, bo czas odjazdu autobusu z przystanku, niebędącego stacją początkową, podaje sie w rozległych przedziałach. Gdy nadjechał, nie mogłam opanować radości, a kilka minut później zachwytu widokami zza okna.

Postanowiłam przesiąść się na drugą stronę i zrobić jakieś niesamowite zdjęcie, które wrzucę na fejsa z podpisem "jungle welcome to". Spojrzałam w dół i serce podskoczyło mi do gardła- obok autobusu nie było ani odrobiny wolnego miejsca na drodze, jedna wielka PRZEPAŚĆ. Zrezygnowałam z pstrykania fotek, wróciłam na swoje miejsce i siedziałam ze wstrzymanym oddechem, jakbym połknęła kij od szczotki. Uznałam, że prędzej czy później autobus po prostu nie wyrobi na zakręcie i spadnie; zaczęłam sie zastanawiać, czy nie powinnam zacząć modlić się o litość do Pachamamy.

Przeczytaj także: Barwna relacja z Taniego Zwiedzania Pekinu

Jednak myśli miałam zajęte patrzeniem przez okno na moja stronę, aby zapamiętywać pojawiające się co chwile informacje, na którym kilometrze jesteśmy, aby jak już będę dzwonić po pomoc, ułatwić służbom odnalezienie nas. W międzyczasie przygotowywałam sobie zdanie, które powiem do słuchawki, ale nie mogłam sobie przypomnieć, jak po hiszpańsku jest "spadać"- no świetnie, nie zrozumieją mnie i nikt nas nie uratuje. Uspokoiłam sie nieco, gdy zrobiło się ciemno i już miałam wziąć tabletki nasenne, wtedy jednak odezwał sie glos rozsądku: "przecież nieprzytomna sie nie uratujesz". Spróbowałam wiec zapaść w płytki sen bez nich, kierowca jednak postanowił nam umilić podróż, włączając na cały regulator ambitną boliwijską muzykę, gdzie co chwilę jakiś Werter wypłakiwał do mikrofonu "ach, moje serce" lub "nie chcesz mnie". Muzyka z moich słuchawek nie była w stanie zagłuszyć tego wycia, poddałam sie więc. Dobra, chociaż sobie fotel rozłożę - ale akurat ten był zepsuty i, napierając ze wszystkich sił, udało mi sie go przechylić go na tyle, co by oparcie tworzyło z siedzeniem kąt może 95 stopni. I wtedy ktoś przede mną rozłożył się jak królewicz, zgniatając mi nogi.

Stwierdziłam, ze czas na ostatni przedśmiertny płacz, jednak nawet łzy nie chciały mi z oczu lecieć. Jedyne, co mi pozostało, to zacząć przeklinać wszystko i wszystkich, na czele z boliwijskim paskudnym jedzeniem, zaczęłam wściekle wyliczać wszystkie te razy, kiedy serwowano mi surowe ziemniaki, gdy prosiłam o frytki; rozcieńczone kakao, gdy zamawiałam gorącą czekoladę (i za każdym razem miałam w myślach czekoladę z Wedla), paskudną białą papkę, którą śmią nazywać serem, i wiele innych. O 4.30 dojechaliśmy do jakiejś miejscowości, która okazała sie być Rurrenabaque (mieliśmy być o 7, a na początku drogi było spore opóźnienie).

Ekstra, muszę więc wydawać kasę na hostel i taksówkę, aby sie do niego dostać. Po 10 minutach jazdy od hostelu do hostelu, kierowcy przypomniało sie, że zna jakieś tanie miejsce, do tego 100m od dworca. Po chwili dojechaliśmy; wręczyłam mu banknot i czekałam na resztę, gdy nagle cena za przejazd wzrosła czterokrotnie. Zgodziłam sie na jej podwojenie, bo rzeczywiście odrobinę więcej jeździł niż było ustalone, on jednak nie chciał zejść niżej niż z 20 na 15. Zrobiłam więc skandal i w końcu ktoś z gości hostelowych wręczył kierowcy równowartość 2,4zł, o którą się tak zaciekle kłóciliśmy.

Poszłam do toalety- standardowo drzwi sie nie zamykały i nie było wody. Wyszłam i przewróciłam się, chcąc ominąć sznurek na pranie, który zobaczyłam w ostatniej chwili. Sznurek na pranie... Całkiem podobny do tego, na którym zostawiłam poprzedniego dnia ręcznik, a pod nim klapki... Ale przecież mam taką niezawodną pamięć, że nie muszę zapisywać przypomnień. Humor poprawiła mi myśl, że tuż za drzwiami znajduje się cieplutkie łóżeczko.

Całą pościel stanowiła jednak poszewka - chyba ktoś nie wpadł na to, że w nocy jest trochę mniej słońca niż w dzień. Założyłam sweter i juz sobie wyobrażałam nadejście błogiego snu. Na zewnątrz trwał jednak osiedlowy konkurs wśród kogutów (z których dwa były tuż za moskitierą- okien nie było), zatytułowany "kto najgłośniej zapieje". Udało mi się trochę podrzemać, nie bez długich przerw. O 8.30 obudziły mnie glosy innych osób z hostelu. A spośród kogutów zwycięzca nadal nie został wyłoniony...

Autor: Emilia Kwiatkowska


comments powered by Disqus
Tagi: Boliwia  

REKLAMA

Nasz kanał na YouTube


Facebook

 

REKLAMA
Booking.com

o autorze  |   o stronie  |   reklama  |   kontakt  |   polityka prywatności  |   Regulamin
Copyright 2012-2017 © TanieZwiedzanie.com. Wszelkie prawa zastrzeżone
×

Odbierz darmowego e-booka

Zapisz się na newsletter i otrzymaj darmowego e-booka "Ile to kosztuje?" - w którym liczymy, ile powinny kosztować wyjazdy do różnych miast w Europie. Dodatkowo czasem otrzymasz informację o promocyjnych lotach czy nowościach na stronie.