Londyn - relacja z podróży

Big Ben - najsłynniejszy zegar świata

Londyn to wspaniałe miasto z niesamowitym klimatem.


O Londynie marzyłam od dawna. Za każdym razem, gdy w telewizji pokazywano Parlament, Big Bena, Opactwo Westminsterskie czy Trafalgar Squere serce biło mi mocniej. Aż w końcu pewnego wieczoru zajrzałam z ciekawości na stronę Ryanaira. Bilety za 200 zł w dwie strony, do tego 8 pełnych dni na zwiedzanie. Decyzja podjęta w kilka chwil – jedziemy!

DOJAZD

Lecieliśmy z poznańskiej Ławicy, dlatego przylot mieliśmy na Stansted. Wszystko szło zaskakująco gładko do chwili kontroli celnej w Anglii, gdzie okazało się, że jakimś cudem moje dokumenty zostały w samolocie. Do dziś dziękuję losowi za to, że na mojej drodze stanął przesympatyczny pan, który zgodził się wpuścić mnie na teren swojego pięknego kraju, jako potwierdzenie obywatelstwa mając jedynie mój certyfikat karty EURO26.

Kiedy już wyszliśmy z lotniska skierowaliśmy się na przystanek EasyBusa. Wg informacji na bilecie, powinniśmy się stawić 10 minut przed planowym odjazdem, dlatego biegliśmy ile sił w nogach. Na miejscy byliśmy o 18:21 (odjazd – 18:30). I kolejna niespodzianka. Wśród oczekujących byli ludzie, którzy bilety mieli kupione na 17:30, jednak bus się nie zjawił. W ciągu godziny minęły nas 3 pomarańczowe busy, jednak żaden nie zatrzymał się, żeby zabrać kogokolwiek. Udało nam się wsiąść dopiero o 19:30. Po ponadgodzinnej podróży i 40-minutowym spacerze w końcu dotarliśmy do naszego hostelu.

Przeczytaj także: Londyn - przewodnik Taniego Zwiedzania

HOSTEL

Zdecydowaliśmy się na Central Hostel położony jakieś 300 metrów od Hyde Parku. Znalezienie go zajęło nam trochę czasu. Według strony internetowej powinniśmy kierować się ku czerwonym drzwiom, których szukaliśmy niestety nie próżno. W końcu ktoś dostrzegł kartkę na drzwiach ze strzałką kierującą nas do głównego wejścia. Udało się – mamy gdzie spać :)

Nasza 4-osobowa grupa mieszkała w 8-osobowym pokoju, za co płaciliśmy 9 funtów/noc. Towarzyszyli nam przybysze z Jamajki, Włoch, Tajwanu, Chin, a na końcu 2 Niemki oraz Czech.

Hostel nie jest położony w okolicy największych atrakcji takich jak Big Ben czy Pałac Buckingham. W okolicy znajdowało się jednak kilka pubów, stacje metra no i Tesco, gdzie nabywaliśmy prowiant.

Zdaje się, że jedyne, na co można narzekać to fakt, że łóżka piętrowe nie posiadały drabinek (przynajmniej te nasze), więc na górne materace dostawaliśmy się w różne, dziwne sposoby. ;)

KOMUNIKACJA MIEJSKA

Za bilet z i na lotnisko zapłaciliśmy łącznie jakieś 13 funtów. Po samym mieście poruszaliśmy się na pieszo tylko raz korzystając z metra, gdy chcieliśmy się dostać do Tower. Za tę przyjemność zapłaciliśmy 4,50 funta - sporo! Po Londynie jednak jak najbardziej można poruszać się pieszo i zaoszczędzić dzięki temu masę pieniędzy.

Przeczytaj także: Noclegi w Londynie - polecane i odradzane

ATRAKCJE TURYSTYCZNE

Mieliśmy 8 dni na zwiedzanie, ale mimo to wciąż czuliśmy niedosyt. Postanowiliśmy więc zrobić listę co chcemy zobaczyć i stopniowo, już na miejscu, układaliśmy plany kolejnych dni (pamiętając, że ze względu na aurę mogą one być zmieniane). Na początek poszliśmy pod Buckingham. Pamiętam, jak malutki się wydawał. Następnie zajrzeliśmy na Trafalgar, Whitehall Rd i spacerem wróciliśmy do hostelu.

W poniedziałek z samego rana ruszyliśmy do Muzeum Figur Woskowych. Dzięki temu, że bilety kupiliśmy online (w pakiecie z London Eye) zaoszczędziliśmy nieco pieniędzy. Po zrobieniu zdjęć z mniej lub bardziej udanymi podobiznami gwiazd udaliśmy się do położonego niedaleko konsulatu, gdzie złożyłam wniosek o paszport tymczasowy, dzięki któremu mogłam wrócić do domu. Na koniec zajrzeliśmy do British Library oraz na King Cross, gdzie zrobiliśmy sobie zdjęcia pod tabliczką „Platform 9 ¾”.

We wtorek poszliśmy do Science Museum oraz National History Museum. To pierwsze chyba jako jedyne spodobało się całej naszej czwórce. Było tam wszystko – od maszyn do pisania po stroje astronautów. Muzeum idealne dla dzieciaków – prawie za każdym rogiem czekał jakiś sprzęt do robienia eksperymentów czy zagadki. Chyba właśnie dlatego tak nas ono urzekło.

Z kolei w Muzeum Historii Naturalnej czekał nas wielki zawód – dinozaury na wakacjach! Po chwili jednak zobaczyliśmy kartkę z informacją, że eksponaty wracają w niedzielę przed naszym wyjazdem, więc mieliśmy szansę je zobaczyć. I choć wszystkie te tyranozaury i inne wielkie gady były naprawdę fajne, to ja nie mogłam odejść od wystawy minerałów – to one podbiły moje serce.

Kolejny dzień – kolejne muzeum. Zdecydowanie moje ulubione, a przy tym najsłabsze wg moich towarzyszy - Muzeum Portretów. Ja co chwilę wydawałam z siebie ciche okrzyki typu ‘Patrz! Zobacz, to przecież…’, co najczęściej kwitowane było ‘Przecież umiem czytać’. Z sali, gdzie znajdowały się portrety przedstawicieli dynastii Tudorów wyciągano mnie siłą. Kiedy już im się to udało, poszliśmy przywitać się z Big Benem i Parlamentem. Z tym zegarem to ciekawa sprawa. Szliśmy jedną z głównych ulic i nic nie wskazywało na to, że za rogiem czeka symbol Londynu. On się po prostu pojawia znikąd. I robi fantastyczne wrażenie.

Przeczytaj także: Londyn - darmowe atrakcje

Czwartek to wyprawa do Tower. Po prześledzeniu planów metra udaliśmy się na właściwą stację i wysiedliśmy na Tower Hill. Szybko odebraliśmy bilety (również kupione przez sieć) i weszliśmy do środka. Obejście wszystkiego zajęło nam jakieś 2,5 godziny. Nacieszyliśmy oczy klejnotami królewskimi czy zbrojami z XVI wieku, zobaczyliśmy słynne kruki. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, że kruk to nie ‘taka trochę większa wrona’ tylko naprawdę duże czarne ptaszysko. W drodze powrotnej zaszliśmy pod Katedrę Świętego Pawła, która nawet w deszczu była piękna.

W piątek pogoda dopisała i poszliśmy na London Eye, z którego rozciąga się fantastyczny widok na miasto. Następnie ruszyliśmy do British Museum. Tutaj z kolei moja siostra czuła się jak ryba w wodzie i ciężko było ją wyciągnąć. My natomiast, po zobaczeniu mumii oraz kamienia z Rosetty usiedliśmy przy wejściu i popatrzyliśmy na siebie z zawodem. To nie było to, czego się spodziewaliśmy.

Nie zrażeni piątkowym niepowodzeniem, w sobotę zajrzeliśmy do Victoria and Albert Museum. I znów tylko Magda była zachwycona. My z kolei obraliśmy azymut na Harrodsa. Cokolwiek sobie o tym domu towarowym wyobrażałam, to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Praktycznie brak korytarzy, wszechobecny luksus i przepych. Za jedną torebkę moglibyśmy sfinansować kolejny wyjazd i jeszcze by nam zostało. Szybko wyszliśmy i zajęliśmy się kupowaniem pamiątek.

Ostatniego dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę na Abbey Road. Na przejściu kłębił się tłumek pragnący zrobić sobie zdjęcie na najbardziej znanym przejściu dla pieszych. My również! Szybko więc zdjęłam buty i skarpetki, aby godnie naśladować McCartney’a. Postaliśmy jeszcze chwilę patrząc na kolejne osoby fotografujące się w tej samej pozie i ruszyliśmy do Regent’s Park, gdzie kaczki wyjadają kanapki prosto z rąk. Musieliśmy się trochę namęczyć, żeby je przegonić. Po raz ostatni przeszliśmy przez Hyde Park i niestety, musieliśmy zacząć się pakować.

WINE & DINE

Raz skusiłam się na angielskie piwo i gdy tylko wzięłam pierwszy łyk, już wiedziałam, że nie jestem jego fanem. Każdy kolejny utwierdzał mnie w tym przekonaniu. Fish&chips dostępne są na każdym rogu. W budkach podawane tradycyjnie – zawinięte w gazetę, natomiast w pubach ładnie na talerzu. Poza tym jest wszystko, co człowiek sobie wymarzy. Najtaniej w chińskiej dzielnicy lub niestety w fast-foodach. Generalnie ceny jedzenia są szalone i warto się na to przygotować.

OGÓLNE WRAŻENIA

Co tu dużo mówić – miasto jest przepiękne. Każdy znajdzie coś dla siebie, każda ulica ma swój urok, a każdy dom wydaje się być wyjątkowy. Po parkach biegają psy, kawałek obok bawią się roześmiane dzieciaki (i nikt nie musi się martwić, że trafi na psią niespodziankę). Wiecznie zatłoczone Oxford Street jest istną mieszanką kulturową. W City obok siebie znajdują się zabytkowe Tower oraz nowoczesny Gherkin. I nawet pogoda nie jest taka straszna, jakby się mogło wydawać.

KALKULACJA

Za same bilety zapłaciliśmy 200 zł, za przejazdy z i na lotnisko kolejne 80. Nocleg w hostelu to koszt ok. 50-70pln za noc. I tutaj można by skończyć podliczanie wyjazdu (jeśli pominiemy jedzenie i pamiątki), bo praktycznie wszędzie chodziliśmy piechotą, a znakomita większość atrakcji jest darmowa. My skusiliśmy się na Madame Tussauds i London Eye, za co zapłaciliśmy 34,50 funta, oszczędzając ok. 15 funtów. Do tego muszę doliczyć paszport, który kosztował 34 funty (+ 10 funtów za zdjęcia).

Przeczytaj także: Londyn - pomysł na wyjazd

Gdyby ktoś chciał powtórzyć mój wyjazd, przy rozsądnym gospodarowaniu funduszami, spokojnie powinien zamknąć się w kwocie 1000zł.

Paulina Lemańska


comments powered by Disqus
Tagi: Londyn   Wielka Brytania  

REKLAMA

Nasz kanał na YouTube


Facebook

 

REKLAMA
Booking.com

o autorze  |   o stronie  |   reklama  |   kontakt  |   polityka prywatności  |   Regulamin
Copyright 2012-2017 © TanieZwiedzanie.com. Wszelkie prawa zastrzeżone
×

Odbierz darmowego e-booka

Zapisz się na newsletter i otrzymaj darmowego e-booka "Ile to kosztuje?" - w którym liczymy, ile powinny kosztować wyjazdy do różnych miast w Europie. Dodatkowo czasem otrzymasz informację o promocyjnych lotach czy nowościach na stronie.