Tanie Zwiedzanie Bangkoku

Bangkok panorama

Bangkok to naprawdę zwariowane miasto.


Mało jest miejc na świecie, ktore od "pierwszego wejrzenia" mi się nie spodobały. Bangkok zapewne w najbliższej przyszłości nie dołączy do listy moich ulubionych miast. Pomimo tego, że lubię takie ogromne, zatłoczone metropolie, ale stolica Tajlandii nie przypadła mi do gustu.

Szokiem z pewnością była dla mnie pogoda. Byłem przyzwyczajony do gorąca w Azji, ale czegoś takiego jak w Tajlandii ani wcześniej ani później nie doświadczyłem. Pogoda była naprawdę zabójcza! Nie bez powodu Bangkok uznawany jest a najgorętszą stolicę świata.

Do Bangkoku dostałem się z Filipin. Foto: Shutterstock


DOJAZD

Do Bangkoku leciałem z Manili, stolicy Filipin. Skorzystałem z usług linii Cebu Pacific. Za bilet w promocyjnej cenie zapłaciłem 150zł. Sam lot przebiegł bardzo spokojnie, linia w trakcie lotu organizuje loterie z nagrodami, co jest fajnym urozmaiceniem. Niestety przylot mieliśmy dość późno, bo ok. godziny 24, przez co jedyną rozsądną opcją dojazdu była taksówka. Zapłaciliśmy za nią 400 bathów, więc prawdopodobnie przepłaciliśmy jakieś 100, ale patrząc na to, że była noc uznaliśmy to za uczciwą cenę. Z taksówkarzami mieliśmy jednak w Bangkoku masę przejść, zazwyczaj przykrych. Po jakichś 45 minutach meldowaliśmy się już w naszym hotelu.

Zameldowaliśmy się w hotelu I Residence Hotel Sathorn. Foto: Shutterstock


HOTEL

Szybko i bezproblemowo zameldowaliśmy się w 3*
I Residence Hotel Sathorn. Bardzo fajny hotel w dogodnej lokalizacji, blisko stacji nadziemnej kolejki, do której to co ok. 30 minut kursowały darmowe tuk-tuki. Pokoje były wyposażone w klimatyzację, lodówkę, telewizor i ładną łazienkę. Do naszej dyspozycji było także wi-fi, które jednak po pierwszym dniu z darmowego zamieniło się na płatne (ok. 5pln za dzień). Była to jednak kwota do zaakceptowania. Personel hotelu był bardzo sympatyczny i pomocny nawet pomimo pewnych ograniczeń związanych z posługiwaniem się językiem angielskim. Wyżywienia nie było, ale przy hotelu znajdowała się współpracująca z nim restauracja, która w rozsądnej cenie serwowała bardzo dobre i niedrogie jedzenie. W okolicy znajdowały się także sklepy oraz co ważne pralnia, bo po prawie 2 tygodniach w podróży chciałem wyprać ciuchy. Co ważne I Residence znajduje się bardzo cichej i spokojnej okolicy.

Pokój dwuosobowy kosztował 800 bathów za dobę, czyli po ok. 40zł za osobę.

Z pewnością, jeżeli jeszcze raz wrócę do Bangkoku to w pierwszej kolejności sprawdzę ceny i dostępność tego hotelu.

Nadziemny Skytrain nie dojeżdża do najważniejszych atrakcji miasta . Foto: Shutterstock


TRANSPORT WEWNĄTRZ MIASTA

Nie wiem kto planował cały system transportacji w Bangkoku, ale z całą pewnością nie zrobił on dobrej roboty. Chyba, że mamy na myśli przysługę dla kierowców taksówek i tuk-tuków. W mieście kursują dwie główne linie BTS Skytrain (niebieska i zielona). Sama kolejka jest bardzo przyjemna, bilety bez problemów możemy kupić na stacji i kosztują one od 15 do 40 bathów (1,5-4zł), w zależności od ilości przystanków. Co ciekawe nie można kolejką nie można dojechać do najważniejszych atrakcji turystycznych miasta, więc jeżeli jesteś turystą, który dopiero co przyjechał i nie masz pojęcia jak odnaleźć sie w poplątanym systemie autobusów lub po prostu szkoda Ci czasu, bo chcesz zobaczyć jak najwięcej musisz zdecydować się na skorzystanie z "trójkołowców" lub taksówek.

Przygotuj się jednak na najgorsze. Taksówkarze są tak nachalni, że konkurować z nimi mogą już tylko przedstawiciele krajów arabskich. Z kolei kierowcy małych motorków, zwanych potoczni "tuk-tukami" wykorzystują fakt, że przejażdżka taką "maszyną" dla osób białoskórych to podobno świetna atrakcja i kasują za taką przyjemność podobne, a często nawet wyższe kwoty niż taksówkarze! Nie dajcie się na to nabrać.

Żeby jeszcze chociaż zawieźli na miejsce normalnie. Taksówkarze za wszelką cenę chcą sie zaprzyjaźnić i stać się Twoim osobistym szoferem. Przez całą drogą będą Ci wiercić dziurę w brzuchu, żebyś podał im swój hotel i numer pokoju, a on przyjedzie po Ciebie wieczorem pokaże striptiz, a rano zabierze na wodny market oraz do świątyni tygrysów. Nie ważne, że nie masz na to ochoty i jedyne o czym marzysz to żeby bez gadania przewiózł Cię z punktu A do punktu B. Najlepsza lekcja asertywności w moim życiu. Później nauczony już własnymi doświadczeniami od razu jak zaczynała się rozmowa zaznaczałem ze smutną miną, że oto nasze statnie godziny w Bangkoku i musimy tylko dojechać np. do hotelu skąd zaraz mamy OPŁACONĄ już taksówkę na lotnisko. Oczywiście nie była to prawda, ale trik działał.

Kolejną kwestią o której trzeba pamiętać jest to, że kierowcy tuk-tuków zamiast przewieźć nas w konkretne miejsce wybierają często zupełnie okrężne drogi, zahaczając przy okazji o sklepy, bary, punkty z pamiątkami itd. zachęcając nas do zostawienia w nich pieniędzy. Od właścicieli tych miejsc dostają oni za to talony na paliwo lub pieniądze. Każdorazowo musimy więc zaznaczać "NO STOP SIR!". I tak może nie pomóc. Zastanowić Was więc powinna zbyt niska z kolei cena za obwożeie tuk-tukiem po mieście, chyba, że chcecie spędzić dzień odwiedzając kolegów, rodzine i biznesowych partnerów swojego kierowcy. 

Atrakcje Bangkoku robią wrażenie. Foto: www.flickr.com


ATRAKCJE TURYSTYCZNE

Bangkok posiada wiele miesc wartych odwiedzenia i zobaczenia. Większość z nich skumulowana jest w jednym miejscu w okolicach Grand Palace. Skoro o nim mowa. Jest to ogromny kompleks pałacowy, który robi naprawdę wielkie wrażenie. Co ważne nie można tam wejść w krótkich spodenkach. Warto o tym pamiętać przed wyjściem (najlepiej spakować je do plecaka i przebrać na miejscu), ponieważ w pałacu można wypożyczyć tylko śmieszne spodnie przypominające worki, a to z kolei może niekorzystnie wpłynąć na nasz wygląd na zdjęciach. Wstęp do Grand Palace to koszt 400 bathów, ale warto te pieniądze wydać.

Co ważne także przy Grand Palace trzeba bardzo uważać na miejscowych, którzy starają się oszukać turystów. Mnie np. przy wejściu zaczepił Taj, który ponformował mnie po angielsku, że niestety dziś wstęp jest możliwy tylko da osób pochodzenia tajskiego. Oczywiście wiedziałem, że to jedna wielka ściema, więc nie przejmując się tym uśmiechnąłem się do niego i poszedłem dalej. On jednak nie ustawał, co doprowadziło do nieprzyjemnej szamotaniny, kiedy złapał mnie za ręki próbował odciągnąć od wejścia! Proponował, że zabierze mni w ciekawsze miejsca, a tutaj wrócę jutro. Sytuacja była bardzo nieprzyjemna, ponieważ nie po to jadę na wakacje, żebym musiał się użerać i przepychać z miejscowymi. Absurdu dopełnia fakt, że w tym samym czasie widziałem wtedy masę buiałych twarzy, mijających mnie i zmierzających do kas biletowych, które jak się domyślam z Tajlandii nie pochodziły. W końcu jednak ochrona przegoniła natręta, a ja wszedłem :)

Kolejnym miejsem, które trzeba zaobaczyć jest Wat Pho. Świątynia z ogromnym leżącym Buddą, znajdująca się blisko pałacu. Bilet wstępu kosztuje 100 bathów (w tym dostajemy butelkę zimnej wody). Z Wat Pho dojść trzeba do rzeki i stateczkiem przeprawić się na drugi brzeg. Tu z kolei znajduje się Wat Arun i masa mnichów w pomarańczowych szatach. Tam jest też wrzeszcie odrobinę spokojniej. Jest dużo zakamarków, w których można się chcować i dopocząć od zgiełku maista.

Warto zajrzeć także do Luphini Parku, najwiekszego parku w Bangkoku w dzielnicy Silom. Tam spotkamy sporo miejscowych urządających pikniki i ukrywających się w cieniu od prażącego słońca.

Jak Bangkok to oczywiście zakupy! Ja przeznaczyłem na nie jakieś pół dnia. Warto pojechać do MBK - ogromnego kilkupiętrowego budynku, w którym kupić mozna dosłownie wszystko. Fajne i niedrogie miejsce. Każde piętro to inny dział: ciuchy, kosmetyki, elektronika, zegarki, okulary i gadżety, pamiątki. Wszystko!
 

Kuchnia tajska jest niesamowita. Foto: Shutterstock


WINE & DINE

O ile Tajowie i sam Bangkok nie przypadły mi do gustu to kuchnie maja bardzo dobrą. Nasłuchałem się wiele o tym jak ostre są tutejsze dania, ale można poprosić o łagodniejszą wersję i zazwyczaj nie ma z tym problemu. Jedzenie jest świeże, smaczene i co najważniejsze tanie! Obiad możemy zjeść już za ok. 5 złotych. Ponadto warto spróbować wszechobecnych owoców, które samkują tu jak nigdzie indziej, a zamiast colą schładzać się buko-juice, czyli mlekiem/wodą z kokosa.

Jedzenie możemy kupić dosłownie wszędzie. Na każdym rogu znajdziemy kuchnię uliczną, bary i restauracje są na każdym kroku. Warto także wybrać się na targ, na którym zobaczymy prawdziwe życie tajskiej stolicy.

OGÓLNE WRAŻENIE

Bangkok mnie bardzo rozczarował. Pomimo tego, że uwielbam wielkie, zatłoczone metropolie to miasto mnie przytłoczyło. Czułem się tam jak banknot 100$ przechadzający się po ulicy. Nie ukrywam, że spodziewałem się dużo więcej, ale zdaję sobie sprawę, że może po protu źle trafiłem. Nie ten czas, nie Ci ludzie. Poza tym w pamięci mam także wiele przyjemnych wspomnień. I tylko o tych chcę pamiętać.

Najlepiej jechać samemu i przekonać się a włsnej skórze o tym co napisałem.

PODSUMOWANIE

Loty na trasie Manila - Bangkok - Bali: 400 PLN
Hotel: 80 PLN (za 2 noce)
Transport: 100 PLN

Jedzenie + napoje: 150 PLN
Bilety wstępu: 70 PLN

Razem: 800 PLN

Do tego doliczyć trzeba zakupy, pamiątki, wyjścia do klubów i tego typu rozrywki, ale ich nie wliczam ponieważ jest to sprawa osobista i u każdego wydatki te będą inne.

Autor: Krzysztof Szymański


comments powered by Disqus
Tagi: Tajlandia   Bangkok  

Autor publikacji

Mateusz Jakubowski

Pomysłodawca i twórca serwisu TanieZwiedzanie.com. Miłośnik dobrej kuchni, cudownej Azji, no i oczywiście dobrej muzyki.

 


Nasz kanał na YouTube


Facebook

 
o autorze  |   o stronie  |   reklama  |   kontakt  |   polityka prywatności  |   Regulamin
Copyright 2012-2017 © TanieZwiedzanie.com. Wszelkie prawa zastrzeżone
×

Odbierz darmowego e-booka

Zapisz się na newsletter i otrzymaj darmowego e-booka "Ile to kosztuje?" - w którym liczymy, ile powinny kosztować wyjazdy do różnych miast w Europie. Dodatkowo czasem otrzymasz informację o promocyjnych lotach czy nowościach na stronie.