Relacja z podróży - Serbia

Serbia - przewodnik po państwie, opis państwa i miast.

Serbia to mało popularny kraj wśród turystów. Foto: Shutterstock


Wiele osób dziwnie się na mnie patrzy gdy mówię, że na weekend majowy jadę do Serbii. Można przecież w tym czasie pojechać nad polskie morze czy polskie góry, które ja osobiście widziałem już wystarczająco wiele razy. Można też inaczej, wystarczy otworzyć mapę Europy i przy podstawowej znajomości geografii łatwo dostrzeżemy jak blisko nas znajduje się Serbia.

Dla mnie jako mieszkańca południowej Polski, dojazd do granicy Węgier z Serbią zajmuje tyle ile dojazd nad polskie morze. Chyba łatwo się domyśleć, że zamiast niepewnej pogody i niskich temperatur w Bałtyku wolę szukać nowych wrażeń w kraju, który pozostaje dla mnie zagadką.

Do Serbii wybieramy się w 3-osobowej paczce, stanowią ją moi dobrzy znajomi z rodzinnego Lublina. Razem chodziliśmy do tego samego liceum, a dzisiaj razem mieszkamy w Krakowie. Znamy się więc dobrze, wiemy jakie każdy z nas preferuje tempo chodzenia i jak dużo jesteśmy w stanie zwiedzić jednego dnia. Zdecydowanie jesteśmy ekipą, która preferuje szybkie tempo (czasu w końcu mamy niezbyt dużo), a przy okazji lubimy degustować lokalne potrawy i napoje, w związku z czym nasze podróże głównie opierają się na turystyce kulinarnej :)

Volvo V40

Auto, którym wyruszymy w podróż. Foto: Wojciech Olejnik

W podróż wybieramy się starym dobrym Volvo V40, cud techniki wyposażony w instalację LPG dzięki czemu możemy mówić o „tanim zwiedzaniu” Serbii. Do pokonania mamy prawie 2000 km w 5 dni, z czego jeden dzień poświęcamy Rumunii. Szczegółową trasa naszej podróży znajdziecie pod tym linkiem: http://goo.gl/maps/hfnN4

Serbia - trasa podróży samochodem

Nasza trasa.

Jeśli chodzi o przygotowania, oczywiście pierwsze co zrobiliśmy to dokładnie przeanalizowaliśmy naszą trasę. Przy założeniu, że mamy w planie 4 noclegi i aby wyjazd wyszedł w rozsądnej cenie, zdecydowaliśmy się na 2 noclegi pod namiotem w miejscach, które akurat nam się spodobają we wcześniej określonym już przez nas obszarze. Ponieważ namioty i śpiwory już mamy, jedyne co nam pozostało do zakupienia był tzw. grill weekendowy i lodówka turystyczna. Grill znajdziecie w każdym supermarkecie w przedziale cenowym 10-15zł.

Zostaje nam więc tylko poszukać noclegów w niedrogich hostelach. Pierwszy nocleg wypadł nam w Belgradzie, a drugi w rumuńskiej Oradei. Udało nam się zarezerwować świetne pokoje prywatne z własną łazienką w centrum obu tych miast. W Belgradzie nawet będziemy mieli śniadanie w cenie, a kwota jaką wydamy na oba noclegi to 95zł na osobę! Rezerwacji dokonaliśmy poprzez booking.com, serwis ten kolejny raz ratuje nam życie, bo wybór jest naprawdę ogromny.

I tak oto wypadałoby podsumować koszt naszej wyprawy. Po podliczeniu kosztów: paliwa, winiet, noclegów, lodówki i grilla wyszło nam, że każdy z nas musi się liczyć się wydatkiem 260zł, do tego dochodzą środki na jedzenie i picie oraz drobne upominki z Serbii, wierzymy, że 240zł na osobę nam wystarczy. Tak więc koszt całego wyjazdu zamyka się w kwocie 600zł.

1 dzień

Wyjechaliśmy z Krakowa nad ranem. Niestety pogoda nas nie rozpieszczała od samego początku. Około godziny 16 dotarliśmy do Suboticy, miasta tuż przy granicy z Węgrami. Subotica powitała nas ulewą, którą udało nam się przeczekać w najlepszej pizzerii w mieście zwanej Stara Pizzeria. Miejsce kapitalne i naprawdę godne polecenia, zjedliśmy prawdopodobnie najlepszą pizzę w życiu, płacąc około 20zł za całość (razem z napojem).

Sama Subotica trochę nas rozczarowała, spodziewaliśmy się dobrze rozwiniętego miasta w którym tętni życie. Niestety (może przez deszczową aurę) miasto wydawało nam się niezbyt interesujące do dłuższego zwiedzania, w związku z czym postanowiliśmy  skierować się w stronę pobliskiego jeziora Palićko nad którym zaplanowaliśmy nocleg pod namiotem. W międzyczasie sprawdziliśmy prognozę pogody - na nasze szczęście około godziny 18 miało się już rozpogodzić. Na pierwszy nocleg kierowaliśmy się więc najedzeni, jednak pojawił się problem w postaci zapewnienia prowiantu na wieczornego grilla. Serbia to niesamowicie nieprzyjazny kraj jeśli chodzi o większe zakupy. W mieście nie było żadnego hipermarketu, w związku z czym zmuszeni byliśmy krążyć  długo po mieście w poszukiwaniu sklepu. Trafiliśmy w końcu do większego supermarketu o nazwie Idea.

Po zapewnieniu odpowiednich zapasów, udaliśmy się w kierunku naszego noclegu. Wielkie było nasze szczęście kiedy zbaczając z drogi dojechaliśmy pod samo jezioro przy którym znajdowała się równiutka polana z pomostem. Teren był własnością prywatną więc zadzwoniliśmy do bramy właściciela z prośbą o pozwolenie na rozbicie namiotu. Okazało się, że nie ma żadnego problemu i mogliśmy rozłożyć nasz biwak.

Nasz biwak nad jeziorem

Nasze "obozowisko". Foto: własne


Właścicielka nie mówiła zbyt dobrze po angielsku, jednak starała się być dla nas bardzo miła, czego dowodem był sok i popcorn, który nam przygotowała, a z samego rana podarowała nam jeszcze butelkę wina z pobliskich winnic Palić. To był pierwszy raz kiedy spotkaliśmy się z ogromną życzliwością Serbów.

2 dzień

Opuściliśmy jezioro Palićko z samego rana aby dotrzeć do naszego głównego celu wyjazdu  - Belgradu. Po drodze zatrzymaliśmy się w stolicy Vojvodiny czyli Novi Sad. Miasto nie wywarło na nas większego wrażenia, teatr który jest tak zachwalany w przewodnikach niestety w zewnątrz przeraża swoim wyglądem. Wykonany z wielkich płyt w dodatku pomazany przez szpecące graffiti. O wiele lepiej wygląda już Stare Miasto, które odznacza się ogromną przestrzeń placu i całkiem pokaźnym Kościółem Mariackim. Miasto było pełne ludzi, ale ku naszemu zdziwieniu przy temperaturze około 23 stopni byliśmy w całym mieście jedynymi osobami w krótkich spodenkach! Jest to dość ciekawy trend w całej Serbii, większość osób widocznych na ulicach chodzi w sportowych dresach. Zdecydowanie to my wyróżnialiśmy się z tłumu, chociaż spodziewaliśmy się wtopić w spacerujących po mieście.

Reklama w Nowym Sadzie

Stara reklama w Nowym Sadzie. Foto: własne


Po krótkim spacerze wyruszyliśmy w końcu do upragnionego Belgradu. Miasta, które już na wjeździe robi spore wrażenie, niesamowicie rozbudowane, a ogromne blokowiska i stare budynki łączyły się w jeden obraz z nowoczesnymi biurowcami. Praktycznie do samego centrum wjechaliśmy autostradą i  poruszaliśmy się całkiem sprawnie po mieście.

Od razu skierowaliśmy się do miejsca naszego noclegu w wielokulturowym hostelu tuż przy samym centrum Belgradu. Już na samym początku zostaliśmy powitani kieliszkiem rakiji przez właściciela obiektu :) Za nocleg zapłaciliśmy około 40zł od osoby, co było bardzo dobrą stawką biorąc pod uwagę fakt, że do centrum mieliśmy pieszo około 10minut.

Po drobnym odświeżeniu mogliśmy w końcu skierować się na długo wyczekiwaną wycieczkę po Belgradzie. Naszą podróż rozpoczęliśmy od przejścia się po głównej ulicy Kneza Mihailova. Szybko jednak stamtąd uciekliśmy, ulica była bardzo zatłoczona, a nam marzyło się wyłącznie zjedzenie czegoś po długim dniu bez posiłku.

Budynek parlamentu w Belgradzie

Budynek Parlamentu. Foto: własne


Udaliśmy się więc na drugą stronę Starego Miasta, gdzie trafiliśmy do restauracji Srbska Kafana. Zamówiliśmy tamtejsze piwo Jeleń, a także danie cevapi z frytkami. Nasz posiłek niewątpliwie był bardzo smaczny, jednak rozczarował nas trochę swoją wielkością. Nie do końca najedzeni ruszyliśmy w podróż po Belgradzie w poszukiwaniu słynnego zbombardowanego budynku MSZ. Nasz cel znajdował się około 20 minut pieszo więc nie mogliśmy po drodze odmówić sobie jednego kieliszka rakiji w kawiarni :)

Zbombardowany budynek MSZ w Belgradzie

Zbombardowany budynek MSZ w Belgradzie. Foto: własne


W drodze do budynku MSZ zaczepił nasz sympatyczny Serb o imieniu Bojan. Zaczął nam opowiadać o wszystkich ważnych budynkach, które mijaliśmy aż w końcu zaoferował nam podróż po mieście swoim samochodem. Zawiózł nas między innymi pod bramę stadionu narodowego w Belgradzie, pod zbombardowany budynek tamtejszej stacji telewizyjnej oraz pod ogromną cerkiew świętego Sawy, uznawaną za jedną z największych na świecie.

Ten dzień niewątpliwie był bardzo udany, udało nam się zobaczyć Belgrad poznając część jego historii, a przy okazji przespacerować się i popróbować ciekawych alkoholi oraz narodowych potraw.

3 dzień

Tego dnia w planach mieliśmy dojechać z Belgradu do Rumunii, w związku z czym chcieliśmy wyjechać jak najwcześniej. Niestety nie udało nam się to, ponieważ kolejny raz chcąc zakupić kilka pamiątek do domu jak na przykład rakija, musieliśmy krążyć po Belgradzie ponad godzinę w poszukiwaniu jakiegokolwiek sklepu. Albo mieliśmy pecha albo w tym kraju nie buduje się hipermarketów i galerii handlowych. Kolejny raz wylądowaliśmy w osiedlowym supermarkecie Idea aby zapełnić nasze torby drobnymi pamiątkami.

Po dokonaniu odpowiednich zakupów wyruszyliśmy w dalszą podróż w poszukiwaniu wrażeń. Pierwsze miasto na naszym planie to Smederevo. Pojechaliśmy tam tylko ze względu na ogromną twierdzę wzniesioną w XV wieku, która pełniła oprócz roli obronnej także centrum handlowe.

Mury twierdzy Smederevo

Smederevo. Foto: własne


Kilka fotek, spacer pośród murów i koniec naszej wizyty w Smederevie, czekały na nas kolejne atrakcje.

Na trasie zrobiliśmy się już trochę głodni, więc zatrzymaliśmy się w miejscowości Pozarevac. Nie jest to na pewno miasto godne uwagi, żadnych atrakcji turystycznych tam nie zauważyliśmy. Tak więc był to nasz tylko przystanek na szybki obiad. Idąc główną ulicą na próżno było nam znaleźć jakąkolwiek restaurację, w końcu skusiliśmy się wejść do knajpy z napisem Fast Food spodziewając się hamburgerów, hot-dogów czy zapiekanek. Wielkie było nasze zdziwienie gdy patrząc na menu znaleźliśmy na nim wyłącznie bałkańskie potrawy w dodatku w niesamowicie niskich cenach. Najdroższy posiłek kosztował maksymalnie 10zł. Wybraliśmy pleskavicę i do tego frytki nie wiedząc czego faktycznie możemy się spodziewać zamawiając samego kotleta. Okazało się, że pljeskavica, która kosztowała tam około 5zł była podawana w świeżo wypiekanej na miejscu bułce z dowolnymi dodatkami. Był to niewątpliwie nasz najlepszy posiłek z całego wyjazdu, a zapłaciliśmy za niego grosze.

Po sytym obiedzie wyruszyliśmy w dalszą podróż, jechaliśmy wzdłuż Dunaju, a droga stawała się coraz bardziej kręta. To znak, że dojeżdżamy do twierdzy w Golubac.

samochodem po Serbii

Przerwa na trasie. Foto: własne


Jak się okazało na miejscu, twierdza jest ogólnie dostępna, niestety kiepsko zagospodarowana w związku z czym przyszło nam jedynie pochodzić chwilę po jej murach. Jednak twierdza nie była dla nas jedyną atrakcją w Golubac. W pobliżu drogi natrafiliśmy na opuszczoną kopalnię, która zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Niestety nie znaleźliśmy o niej żadnych informacji, dlatego, jeżeli ktoś z Was wie więcej, piszcie w komentarzach.

opuszczona kopalnia

Opuszczona kopania w Golubac. Foto: własne


Wyjazd z Golubac był niesamowitym przeżyciem, ponieważ droga która wiedzie do granicy państwa prowadzi przez samą twierdzę. Na sam koniec mogliśmy podziwiać piękne widoki!

wyjazd z Golubac

Podróż przez twierdzę Golubac. Foto: własne


To koniec naszej podróży po Serbii, do Rumunii dojechaliśmy późnym wieczorem dokonując drobnych zakupów na kolację. Noc spędziliśmy na opuszczonym parkingu, na szczęście bez towarzystwa bezdomnych psów. Bez problemów udało się nam wrócić do Polski.

Podsumowanie wyjazdu:

Koszty naszego wyjazdu zamknęły się w kwocie około 350zł na osobę + pamiątki, ale tego nie dodajemy do rozliczenia ponieważ każdy wydawał pieniądze według własnych preferencji. Niestety na paliwo wydaliśmy więcej niż się spodziewaliśmy, głównie przez problemy z tankowaniem LPG na Słowacji. Przez tę sytuację byliśmy znacząco stratni na paliwie, które musieliśmy tankować na Węgrzech, gdzie cena za litr LPG wynosiła prawie 5zł. Rumunia również zaskoczyła cenami za paliwo - jeśli chcecie tam tankować benzynę, LPG czy ON, to do ceny polskiej musicie dodać jeszcze 1zł.


comments powered by Disqus
Tagi: Serbia  

REKLAMA

Nasz kanał na YouTube


Facebook

 

REKLAMA
Booking.com

o autorze  |   o stronie  |   reklama  |   kontakt  |   polityka prywatności  |   Regulamin
Copyright 2012-2017 © TanieZwiedzanie.com. Wszelkie prawa zastrzeżone